Rozmowa dwudziesta pierwsza - O MOTYLU6 sierpnia 2002
Rozmowa dwudziesta pierwsza – O MOTYLU · Motylku, wydaje mi się ze się zakochałaś w Kasprze. · Nie, ciociu, to on się we mnie zakochał. · Nie wierzę. · Ale ja to wiem. · Ale to ty go ciągle „podrywasz” a nie on ciebie. · Tak ci się wydaje. · Piszesz do niego listy, prawda? · Tak. · czym piszesz w tych listach? · Pytam go czy mnie kocha. · No to go podrywasz. · Nie. · A dlaczego mówisz rano, że jak przyjdzie na śniadanie i na ciebie spojrzy to chyba umrzesz ? · Tak sobie. · Ile ty masz lat, Motylku? · Sześć. · A często się zakochujesz? · Dwa razy do roku. Tak na ogół. · A jak ci się wydaje, dlaczego się zakochujesz? · Bo wtedy jest fajnie, nie jest nudno. I tak mnie w środku łaskocze na ich widok. · Jacy chłopcy ci się podobają? Zawsze tacy sami? · Tacy jak Kasper. Weseli, chudzi blondyni z krótkimi włosami. A, i żeby był niepodobny do taty no i żeby to był Polak. · A charakter? · No wesoły. Miły, żeby się dobrze zachowywał i mi mówił miłe rzeczy. Ładne słowa. I musi mi zdradzać wszystkie swoje tajemnice. · To ciekawe, nigdy nie pomyślałam ze ten, który kocha ma obowiązek zdradzania swoich tajemnic. Ale chyba masz rację. · To jest najważniejsze. · A Kasper zdradza ci swoje tajemnice? · Nie, bo on jest duży i już pije piwo. · Tak duża różnica wieku i picie piwa jest problemem wielu związków. · Ale my do siebie pasujemy, on mi się podoba. Myślę o nim jak się budzę i mi się śni w nocy. · A jak się czujesz jak się zakochasz? Co ci się kojarzy z zakochaniem? · Kolor czerwony. No i jest mi miło. · No to typowe. Nie jesteś specjalnie oryginalna. · A trzeba być? · Nie. Absolutnie nie. Ale znałam kiedyś dziewczynkę, która powiedziała swojej mamie, że miłość to takie coś jakby pupa szła do nieba. · Nie. Ja tak nie czuję. · Ale ona była troszkę starsza niż ty. · Ja to czuję w głowie. · Całowałaś się kiedyś z chłopakiem Motylku? · Raz, znienacka. Potem starałam się o tym na siłę zapomnieć. I zapomniałam. · A to nie było przyjemne? · Nie. · Kiedyś będzie, zobaczysz. Raczej poczujesz. · Już się czuję dobrze jak mnie kochają, no i jak mi mówią miłe rzeczy. · Każdy to lubi. Ale to nie miłość. · A całowanie to miłość? · Nie zawsze. · Moja mama całuje się ze wszystkimi a ich nie kocha, nawet niektórych nie lubi. · Jak to całuje się ze wszystkimi? Chyba tak ich cmoka, na powitanie, żeby im okazać serdeczność? · No może tak. · Ale mnie chodzi o inne całowanie. Takie wiesz… · Nie wiem · To dobrze. · No to, o co ci chodzi, o to jak się tak długo trzyma usta przy ustach? · Mniej więcej. Chciałaś kiedyś żeby któryś z tych chłopców, w których byłaś zakochana, któryś z nich był w przyszłości twoim mężem? · Nie. · Dlaczego? · No, bo mąż musi pracować, zarabiać dużo pieniędzy żebym była bogata. · Czyli zakochanie to, co innego a małżeństwo, co innego? · Tak. · A chciałabyś żeby, kim był twój przyszły mąż? · Instruktorem narciarskim. · No tak, teraz, bo uczysz się jeździć na nartach i imponuje ci Werner, który cię uczy, ale potem, kiedy będziesz dorosła? · Na pewno nie chciałabym żeby był gruby i pracował u Mac Donalds’a. · No to przynajmniej coś! Czegoś jesteś pewna! · A wiesz Motylku, że czasem można pokochać kogoś, kto się w ogóle na początku nie podoba? I tak jest zresztą najczęściej. · Nie, ja się w takich nie zakochuję. · Na razie, z latami wszystko stanie się bardziej skomplikowane. W ogóle Motylku z tym zakochiwaniem się to potem są same problemy w dorosłym życiu. · A ty chciałabyś się zakochać ciociu? Tak jak ja? · Nie wiem. Trudne pytanie. Tak, ale znowu w tym samym mężczyźnie, czyli w Edwardzie. · A tak można? · Chyba można, ale żeby się śnił i żeby tak jak ty wchodzić pod stół na jego widok i czerwienic się przy każdym słowie do niego mówionym, to chyba już nie. · No to już ci jest nudno? · Nie wiem. Może trochę… · Miłość to najwspanialsze uczucie na świecie, wiesz ciociu? · Wiem. · Rozmowa ta odbyła się pewnego wieczora podczas tegorocznych narciarskich wakacji zimowych. Moją rozmówczynią była Motylek, córeczka państwa Magdy i Krzysztofa Maternów. |