Janda i Górale
Z internetowego dziennika Krystyny Jandy. 5 sierpnia 2004, czwartek, 07:47:
«Wczoraj [do Teatru Muzycznego w Gdyni] przyjechali Górale, dołączyli do obsady Szkła i jak zwykle razem z ich przyjazdem i obecnością i na próbach i wśród nas, wszystko się zmieniło... weszli do Teatru ze śpiewem i zabrali serca wszystkich, od pani portierki poczynając... Mogłabym godzinami opowiadać historie które mnie sama śmieszą do łez, związane z naszymi pierwszymi Góralami grającymi w warszawskiej wersji Na szkle malowane, potem z tymi grającymi w częstochowskim Szkle... Mogłabym opisywać noce, szalone godziny spędzone z nimi po próbach, spektaklach, opowieści, wspólnege śpiewanie, kolędowanie w okresie świąt. Kiedy przyjechali do Częstochowy, zespół Siwy dym miasto było ich nagle pełne, gdziebym nie weszła mówili: - Byli tu pani Górale, śpiewali.
Wczoraj poznałam Nowy skład Górali do Szkła. Przywiózł ich i zaprosił do spektaklu gdyńskiego Franek Seman. Franek członek zespołu Krywań, autor słynnego już dziś brzmienia tego zespołu i autor wszystkich kolejnych aranżacji do moich spektakli, kierownik muzyczny wszystkich jego wersji. Nowi weszli jak juz wspomniałam do teatru śpiewając a ja kiedy ich usłyszałam poczułam wzruszenie i ulgę, wiedziałam z doświadczenia, że to oni, mimo że ich nie znam, zdejmą mi z pleców połowę moich energetyzujacych zespół działań... Poszłam ich przywitać: - Panowie, jestem reżyserem tego przedstawienia, nazywam się Krystyna Janda, tak bardzo na panów liczę!!! Odpowiedzieli:- Tak! Już my się bili w pociągu!!!! No i koniec. Zespół w śmiech, oni zadowoleni a ja odnalazłam w tym momencie znajome espri. Po dwóch godzinach próby byli z zespołem teatru już zaprzyjaźnieni, kompletnie.
- Wie pani dlaczego oni się pobili w pociągu? - zapytała młodzież z zespołu - pobili się bo jeden drugiemu powiedział że mu nie stroi altówka! Po próbie, Górale popodeszli do mnie i oświadczyli że mają malutki problem, nie mogą być we czwartek na próbie generalnej, pierwszej z publicznością. Myślałam ze mdleję.
- Dlaczego nie możecie?
- Musimy zagrać w knajpie jednemu gościowi - oświadczyli.
- Coooo!!???? To jest Teatr! To niemożliwe! Musielibyśmy odwołać generalną. To jedynak jest generalna z publicznością! To jest TEATR!
- Teatr! Teatr! A co niby takiego teatr? My musimy, bośmy obiecali Gościowi! On ma bar tu na plaży. Niedaleko. Skokniemy i zagramy. A o której zaczyna się ta próba?
- O 19.00.
- No to my tu trochę pogramy i tam wyjdziemy na ósmą...
- Nie!!!! Nie możliwe!!! To TEATR!!! Bez was nie możemy grać! Na sali będzie kilkaset osób, nie rozumiecie tego??? Wiecie co to teatr? Byliście kiedyś w Teatrze?!!!
- O cholerka, no to będziemy musieli z gościem porozmawiać- odpowiedzieli spokojnie, i jestem pewna że nie słuchali moich słów i słowo TEATR przeszło przez nich niezauważone, bez wrażenia, a konieczność rozmowy z przyjacielem restauratorem z plaży, wyczytali z mojego stanu i reakcji.
Pamiętam jak dziesięć lat temu po premierze Szkła warszawskiego, kiedy już byliśmy w dozgonnej przyjaźni z członkami zespołu Krywań i dodatkowymi zaangażowanymi Góralami, kiedy ich nauczyłam że na scenie to tak i tak i to i to, że na przykład nie wolno patrzeć na mnie w trakcie spektaklu (w warszawskim Na szkle malowane grałam Anioła i pilnowałam z tych pozycji każdego przedstawienia), kiedy wytłumaczyłam im że nie wolno tez na scenie w trakcie grania pytać mnie o rożne rzeczy prywatnie, jako reżysera, pytać po zaśpiewaniu solówki czy było dobrze, zachowywać się i rozmawiać prywatnie itd. itd. itd. pewnego dnia zaczęliśmy nasz spektakl nagrywać to telewizji. Do rytmu pracy w teatrze już nasi pupilkowie się przyzwyczaili, ale telewizja... jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz... Piotrek Majerczyk chyba najbarwniejsza posatać, góral z Rabki, góral bagienny, jak go przezywali, drugiego dnia nagrania nagle wstał podczas ujęcia i zaczął wychodzić.
- Piooootrek! Wracaj! Jest ujęęęcieeee! - zaczęłam krzyczeć.
- A ja p...! Odekciało mi się teatru! Wolę deski strugać!!!!- i naprawdę z trudem przekonaliśmy go że musi przynajmniej dokończyć to ujęcie ze wszystkimi. To nie teatr, to telewizja! - usprawiedliwiali przed nim sytuację aktorzy, co mnie doprowadzało do wybuchów śmiechu, bo jakby to było jakieś wytłumaczenie a dla niego różnica. Piotrek jest nieprawdopodobnie zdolnym skrzypkiem, dziś jest gwiazdą, grał w wielu zespołach, ze Zbigniewem Namysłowskim wielokrotnie, a wszyscy zapamiętali go z niezliczonych reklam piwa do których był angażowany jako góral nad górale, w każdym razie z wyglądu, i zrobił je dla telewizji właśnie.
No nic, dobrego dnia, idę na ponowne spotkanie z Zespołem. Już w piątek zapowiedzieli spotkanie "integracyjne" po próbie... no ciekawe. Jestem gotowa skrócic próbę, bo spotkania integracyjne przy tym tytule teatralnym są czasem ważniejsze niż próby, dają niezwykłe efekty sceniczne...
Dobrego dnia.»
www.krystynajanda.net
06-08-2004