MĘSKIE- ŻEŃSKIE- Ciąża28 lutego 2004 Krystyna Janda Arkadiusz Borowik Anna Bojarska Scena 1. PLENER. DZIEŃ. ALEJKA W PARKU. LILKA, WANDA Lilka siedzi na ławeczce w parku. Czeka na kogoś. Trochę zniecierpliwiona zerka na zegarek. Nagle odwraca się do kamery i mówi do niej. LILKA: WIECIE CO? KIEDYŚ SPOTKAŁAM STARUSZKĘ, KTÓRA DŁUGO OPOWIADAŁA MI, ŻE JEJ UKOCHANA CÓRECZKA MA KŁOPOTY ZE SNEM. TA PANI MIAŁA ZE STO LAT, PRZEZ CAŁY CZAS NIE MOGŁAM OCHŁONĄĆ ZE ZDUMIENIA, ŻE TAK "DOJRZAŁA" KOBIETA MA MAŁE DZIECKO I JAK JEJ SIĘ TO UDAŁO OSIĄGNĄĆ W JEJ WIEKU, MYŚLAŁAM, ŻE ŚNIĘ. NA KONIEC ROZMOWY PRZYSZŁA DRUGA STARSZA PANI, W WIEKU OKOŁO 60-CIU LAT. OKAZAŁO SIĘ, ŻE TO WŁAŚNIE TA CÓRECZKA. JA ZA KAŻDYM RAZEM "UMIERAM", KIEDY MOJA, PRZECIEŻ CAŁKIEM DOROSŁA "CÓRECZKA" MA KŁOPOTY. JEST CIĄGLE MOJĄ MALUTKĄ KICIUNIĄ, I TAK PEWNIE BĘDZIE ZAWSZE, ALE NAJBARDZIEJ ZŁOŚCI MNIE TO, ŻE KIEDY SIĘ O NIĄ BOJĘ, JAKOŚ W MOJEJ WYOBRA¬NI, EWENTUALNIE KRZYWDZĄCYM JĄ MUSI BYĆ FACET. TO SZOWINIZM I NIESPRAWIEDLIWOŚĆ W STOSUNKU DO MĘŻCZYZN. ALE CO ZROBIĆ JAK TAK MAM W GŁOWIE? MOŻE TO SIĘ DA JAKOŚ LECZYĆ? Dostrzega idącą w jej kierunku Wandę, jedzącą wielką zapiekankę. Wanda podchodzi do matki. WANDA: Cześć. LILKA: (karcąco) Od pół godziny czekam tu na ciebie i kwitnę. Zaraz muszę otworzyć Galerię. WANDA: Przykro mi, ale wizyta mi się przedłużyła. LILKA: Co to za pomysł z tym parkiem? Na randkę się ze mną umawiasz? Masz mi do przekazania mikrofilmy? Myślisz, że w domu albo w Galerii mam podsłuch? Jaka wizyta? O co chodzi? WANDA: Uśpiłam pięć kotów... LILKA: I chcesz o tym porozmwiać!? W parku?! Chyba zwariowałaś! To jest twój zawód! Sama sobie taki wybrałaś! WANDA: Morderstwo na zlecenie, klient nasz pan... LILKA: Przestań się wygłupiać! Ciesz się, że nie jesteś onkologiem i nie pracujesz w szpitalu na oddziale dla dzieci. Też masz problemy! Koty! Wstydziłabyś się!... No mów, co ja tu robię w tym parku? WANDA: Nic, chciałam się z tobą spotkać i w ogóle, i... no... chciałam cię przeprosić, że nie mogę dziś siedzieć za ciebie w Galerii po południu. Dzwoniła do mnie Hania. Ma jakiś problem. Muszę do niej iść i... no w ogóle. Myślałam, że tak się przejdziemy, porozmawiamy sobie... Dawno nie byłam w parku... no wiesz... LILKA: Wanda, ty coś kręcisz... WANDA: Nie, tylko mam doła, i pomyślałam... park niedaleko miejsca morderstwa, spacer, uśmiech, matka, dobre słowo... LILKA: Wanda, a nie masz jakiegoś mężczyzny na składzie, do pospacerowania, bo ja, wiesz, mam tyle roboty, wolę z Tobą rozmawiać w Galerii, jednocześnie pracując, a romantyczne spacery, przepraszam, ale wyrosłam... A odwołać dyżur u mnie mogłaś telefonicznie. Wanda kończy jeść wielką zapiekankę i z małego plecaka wyjmuje kanapkę. Lilka patrzy na to z przerażeniem. LILKA: Dziecko, słyszałaś kiedyś o nadwadze? WANDA: (wzruszając ramionami) Mamo... Jestem lekarzem, pamiętasz jeszcze? LILKA: Ale od kotów. Zjadłaś bułę wielkości mostu Poniatowskiego i sekundę później wtryniasz kanapkę. Wanda spogląda na kanapkę z nutą zdziwienia, jakby jadła bezwiednie. WANDA: Rzeczywiście. To pewnie dlatego, że czuję się nie najlepiej. LILKA: Nigdy tyle nie jadłaś... Może ty jesteś w ciąży? Wanda wybucha śmiechem, krztusząc się kanapką. WANDA: Do tego potrzeba faceta. A ja aktualnie sypiam jedynie z pilotem od telewizora. LILKA: Nie ma się z czego cieszyć. Ale ja ci faceta nie zastąpię. Jeszcze ostatecznie mogę pochodzić z tobą po parku i porozmawiać o twoich problemach od czasu do czasu, ale na tym kończy się mój serwis w tej sprawie... idę. .......Wanda całuje Lilkę w policzek i wstaje. Lilka zauważa, że Wanda płacze. LILKA: Płaczesz? Dziecko! Co się dzieje? O cholera jasna! To przez te koty? Może powinnaś zmienić zawód? Zakichana pani weterynarz! WANDA: Ja też muszę już iść. Wanda wstaje z ławki. Lilka ją obserwuje uważnie. LILKA: Nie powiesz mi co się dzieje? WANDA: (z naciskiem) Nie jestem w ciąży... Lilka kręci głową. Nie dowierza. LILKA: Wiesz, że ze mną możesz być szczera. WANDA: Tak, tylko, że ty... Wanda odchodzi. LILKA: Przyjdź do galerii po spotkaniu z Hanią!!!! Wanda kiwa głową i odchodzi pochlipując, zostawiając samą Lilkę, pełną poczucia winy... Ta krzyczy za nią... LILKA: Powiedz mi, o co chodzi?!!! WANDA: Nic, zwykła depresja, ale ty tego nie rozumiesz... Masz rację, potrzebny mi facet. Może być jaki chce... podły, głupi, kulawy, ktokolwiek.... i nie przejmuj się, taki poranek.... Scena 2. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA, ADWOKAT - POTUCKI, KLIENT Lilka wręcza jakiemuś młodemu, przystojnemu facetowi zapakowaną figurkę. KLIENT: Wielkie dzięki. Wpadnę w przyszłym tygodniu, może będzie coś nowego. Do pomieszczenia wchodzi jakiś mężczyzna w średnim wieku. Jest niski, w okularach. Postać charakterystyczna. Obserwuje jak młodzieniec wychodzi z galerii. LILKA: Nie będzie, nie spodziewam się, ale możesz wpadać. On uśmiecha się domyślnie.... Najwyraźniej opatrznie zrozumiał scenę. Czuje się "rwany" LILKA: Jesteś żonaty? KLIENT: (Chłopak jest zdumiony pytaniem) Co? ... Nie... LILKA: O, to świetnie... Podobasz mi się. Wpadaj kiedy chcesz... (Chłopakowi jest coraz głupiej...) LILKA: O nie, nie chodzi o mnie. Ja jestem dziewicą i tak już zostanie, ale może przypadkiem wolisz chude lekarki weterynarii? ADWOKAT: Dzień dobry. (Adwokat, słysząc ostatnią wymianę zdań Lilki z młodym klientem, jest zdziwiony, rozumie to jednoznacznie.) LILKA: Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc? Poprzedni klient wychodzi. Facet rozgląda się po galerii. ADWOKAT: Wie pani, potrzebuję jakiegoś ładnego drobiazgu dla mojej małżonki. Mamy rocznicę ślubu... Kolejną rocznicę... Nieważne którą, żona by mi nie darowała, ale jakby panią to bardzo interesowało, to mogę zdradzić, że pełną rocznicę, więc prezent powinien być... Okazały. LILKA: A co by pan powiedział na ten obrazek? Lilka pokazuje jakąś miniaturę w dobrym guście. Facet podchodzi do niej, zsuwa niżej okulary i przygląda się. ADWOKAT: Mhm... Bardzo ładne... Widać, że się nie zna i nie jest pewny. LILKA: Prawda? A w dodatku wcale niedrogi. ADWOKAT: A nie ma pani czegoś... Większego? Moja żona lubi żeby prezentu było dużo. Rozumie pani.... LILKA: Mam. Niech pan zerknie na ten obraz? Facet podchodzi do dużo większego obrazu. Jest bardziej zadowolony. ADWOKAT: Tak... Ten jest bardzo ładny. (Po chwili, z obawą...) Zapewne dużo droższy? LILKA: Nie. Dwa razy tańszy. ADWOKAT: Co pani powie? Większy, a tańszy... LILKA: Mona Lisa też byłaby droższa od Panoramy Racławickiej. ADWOKAT: Tak, tak. Kwiaty. To będzie dobre. Poproszę. Żona będzie zachwycona. Lilka zdejmuje obraz i zaczyna go pakować. ADWOKAT: Ile płacę? LILKA: Tysiąc dwieście złotych. To jest nieźle namalowane. Nie ma wstydu. Adwokat wyciąga portfel, odlicza pieniądze. ADWOKAT: Dziękuję. Nie bardzo się na tym znam. Żona urządza swój pokój... Proszę bardzo. Wyciąga również wizytówkę. Przy okazji... Gdyby kiedyś potrzebowała pani pomocy...Lilka czytając wizytówkę. LILKA: Mecenas Jarema Zawisza... Uważniej się wczytuje. Pokazuje domniemany błąd na wizytówce. Tu jest błąd, na wizytówce wydrukowali panu Potucki, a nie Potocki. ADWOKAT: Bo ja się nazywam Potucki, a nie Potocki. Przepraszam, że się wcześniej nie przedstawiłem. Mecenas Jarema Zawisza Potucki. (Kłania się szarmancko) LILKA: Dwojga nazwisk... ADWOKAT: Nie, nie... dwojga imion. LILKA: Rozumiem. Lilka chowa wizytówkę. ADWOKAT: Więc... Gdyby kiedyś potrzebowała pani pomocy, służę uprzejmie. LILKA: Dziękuję, ale raczej nie skorzystam. Wie pan, zwykle załatwiam sprawy sama, bez pomocy adwokatów. ADWOKAT: Tak, tak, mam to w domu, "kobieta potrafi", ale jednak.... adwokaci czasem się przydają. Do widzenia. Adwokat wychodzi, Lilka przelicza, ogląda wizytówkę. Scena 3. PLENER. DZIEŃ. ULICA PRZED GALERIĄ. WANDA Wanda idzie po ulicy, podchodzi do galerii i wchodzi Scena 4. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. WANDA, LILKA Wanda wchodzi do galerii. Jest roztrzęsiona. Wiesza płaszcz na wieszaku. WANDA: Mamo, masz coś do picia? Lilka stoi z shakerem, najwyraźniej robiła sobie drinka. LILKA: Właśnie przez ciebie robiłam sobie martini dry. Tak się tobą zmartwiłam, że nie mogę się cały dzień uspokoić... WANDA: Drei, czy zwei, kto dzisiaj pije coś takiego. Nie masz coli? LILKA: Tego świństwa nie mam. Podobno zęby się od tego rozpuszczają. WANDA: Rozumiem, że wolisz zęby od wątroby. Wanda siada wzdychając. WANDA: No, daj tej trucizny. Lilka szykuje drinki. Siadają naprzeciwko siebie. Lilka widzi, że z Wandą coś się dzieje. LILKA: (SERDECZNIE) Powiedz mi, co się dzieje? WANDA: Mnie nic. Ja mam tylko zły dzień i myślałam, że "podniosę się" podczas miłego spaceru porannego po parku z matką, ale ty jesteś jak młot pneumatyczny... To wszystko. Hania jest w ciąży. LILKA: Nie wiedziałam, że wyszła za mąż... WANDA: Mamo, gdybyś była królem w monarchii absolutnej, to byś zabroniła współżycia seksualnego każdemu poniżej osiemdziesiątki. I bez ślubu....Popija drinka Zresztą miałabyś rację. LILKA: No więc z kim...? WANDA: No jak to, ze swoim jakimś tam ukochanym... Jedynym... Mareczkiem... ja go dotąd na oczy nie widziałam, i może dobrze... LILKA: Ale właściwie to cudowne! Wspaniałe! Wiesz, kiedy ja miałam mieć ciebie... to były naprawdę piękne chwile... Czegoś wspanialszego nie ma na świecie! WANDA: Mhm. A potem wyszłaś za mąż, a potem żarliście się jak dwa wściekłe psy, a potem rozwód, a potem byłyśmy same...Lilka widzi, że Wanda jest coraz bliższa płaczu. LILKA: Kochanie... co się dzieje? WANDA: Nic... (WYBUCHA) Mamo, ty masz pięć lat! I nigdy nie dorośniesz do sześciu! A ja czuję się jakbym miała sto dwadzieścia. Nie mogę z tobą rozmawiać, bo i tak nie nic zrozumiesz. Zaczyna płakać. Lilka wstaje, obejmuje ją. LILKA: Ja tylko... Nie, ja naprawdę nic nie rozumiem. Ona jest w ciąży - ty płaczesz. Moim zdaniem z zazdrości - bo jesteś sama....Ale spokojnie, znajdzie się i dla ciebie wariat... A ona? No fantastyczne, będzie miała dziecko z człowiekiem, którego kocha! Ze ślubem czy bez to już inna sprawa, chociaż jak rodzi się dziecko to to przestaje być tak mało ważne...Ważne, że go kocha... WANDA: Kochała! LILKA: Boże! Przeszło jej? Od tej ciąży?! Ja nic nie rozumiem! WANDA: Wiesz, co on jej powiedział, kiedy się dowiedział? Że jest zaskoczony, przerażony, że ta sprawa go przerasta, że on sam nie wie, to znaczy wie, że nie wie, to znaczy wie, że wie... Sokrates jeden! LILKA: (niepewnie) Chyba Kartezjusz? WANDA: Mamo, masz braki w wykształceniu. Sokrates. Taki łysy. W takiej greckiej kiecce. Co się spijał z koleżkami nad strumieniem, kiedy biedna Ksantypa użerała się w domu z ich jedynym niewolnikiem, bo byli biedni i mieli tylko jednego niewolnika. A Kartezjusz to był Francuz, ten, co powiedział "Myślę więc jestem"... więc to by w wypadku Hani nie było aż tak źle... LILKA: (wzdycha) Niewolnik! To były piękne czasy! WANDA: Chyba, że się było tym niewolnikiem. Ale wyobrażasz sobie? Mareczek - Sokrates, ten, co powiedział "Wiem, że nic nie wiem" i miał wszystko z głowy. Facet przyznał się do tego, że nic nie wie i zrobili z tego cytat wszechczasów. Ja przyznałabym mu co najwyżej medal za odwagę. Potem dodał niewinnie "Serce, które kocha, nigdy się nie zestarzeje" i Hanka ma z głowy, bo nic nie było o dzieciach i odpowiedzialności... LILKA: Kochanie, nigdy nie znajdziesz na siebie amatora, bo jesteś zbyt inteligentna i zbyt często rozdrażniona, usmażę ci jajecznicę ze szczypiorkiem albo zrobię kanapkę, i przestań mówić o filozofii, bo się psu pokręci w głowie....Przez cały ten czas Wanda bawi się uszami psa i ten ma tego wyraźnie dosyć.... A on, ten Hani ukochany jest nie daj Boże filozofem? WANDA: A skąd! Informatykiem. LILKA: No to dobrze. Bo wiesz, filozof i dziecko to katastrofa... O cholera! A matka!? Matka filozof.! Słyszałaś kiedyś o kobiecie filozofie? Bo ja chyba nie? To ciekawe....Filozof w ciąży to dopiero piętro..... Do galerii zagląda chłopak - klient z rana, zaczepiany przez LILKĘ. LILKA: O, dziecko, obsłuż pana, a ja... Szczypiorek, rozumiesz.... Lilka wychodzi do zaplecza galerii. Scena 5. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. WANDA. CHŁOPAK - KLIENT. WANDA: Mogę panu w czymś pomóc? Wpatruje się w nią napięty. WANDA, trochę zdziwiona i przestraszona. WANDA: O co chodzi? KLIENT: Czy pani jest weterynarzem? WANDA: Tak. KLIENT: Tak myślałem. No trudno. Wychodzi, nic nie wyjaśniając. Wanda zostaje, zdumiona. Idzie do LILKI. Scena 6. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. ZAPLECZE. LILKA, WANDA Wanda wchodzi do pomieszczenia przy galerii. Lilka sieka szczypiorek. Przygotowuje jajecznicę. Wanda patrzy na to krytycznie. LILKA: No i co? WANDA: Nic, to chyba jakiś jasnowidz. LILKA: Kto? WANDA: Wszedł, popatrzył na mnie i spytał czy jestem weterynarzem. Czy ja wyglądam jak weterynarz? I w ogóle to jak wygląda statystyczny weterynarz? Lilka patrzy na Wandę uważnie. LILKA: Bo ja wiem? Podobał ci się? WANDA: (podejrzliwie) Bo co? Zaraz, zaraz... Powiedziałaś mu o mnie, tak? LILKA: Skąd ci to przyszło do głowy. No dobrze, powiedziałam, bo mi się wydawał... miły... sama mówiłaś rano, że może być kulawy, a ten świetnie chodzi, widziałam. Łysy też nie jest, a czy podły? Pewnie nie bardziej niż inni... WANDA: To było przed rozmową z Hanią. Teraz sobie nie życzę, rozumiesz? LILKA: Jajecznica ze szczypiorkiem. Lekarstwo na wszystko. WANDA: Już wiem skąd mam ten apetyt! Ze zmartwienia! LILKA: A jakie masz teraz zmartwienie? WANDA: No Hanię! W każdym razie facet się zwinął. Nie odpowiada na telefony, nie oddzwania, chowa się. Jego matka twierdzi wciąż, że go nie ma w domu. No więc Hania nagrała się, że nie chce go więcej widzieć na oczy, sama da sobie radę, a jak, to nie jego sprawa. I super. Tylko teraz cały czas płacze... LILKA: Bo go kocha? WANDA: Mówi, że nienawidzi! Chce sama wychować dziecko, bez niczyjej łaski, a na pewno bez pomocy tego dupka! Wszyscy jej mówią, żeby się nie wygłupiała. Że nie będzie miała z czego żyć. Jak on nie chce wychowywać dziecka, to niech chociaż płaci! Ale Hania się zacięła...Lilka stawia na stole patelenkę z jajecznicą i pieczywo. Próbuje jajecznicy.Ojej, pyszne! LILKA: A możesz mi powiedzieć, co się z tobą dzieje? Najpierw jesteś rano załamana i płaczesz po parkach, nie wiadomo z jakiego powodu, potem jesteś załamana, bo Hania jest w ciąży, potem, że facet Hani nie chce z nią być, bo będą mieli dziecko, a potem cieszysz się, że ona je wychowa sama i że nie potrzebuje żadnej pomocy, ale ty się martwisz.. Za chwilę popłaczesz się z powodu smaku jajecznicy. Ale dzięki tobie przynajmniej zrozumiałam, dlaczego kobietom nie dają kierowniczych stanowisk! Ten pies jest bardziej pozbierany niż ty! WANDA: Płaczę, bo sobie nie mogę dać rady. Od czego jest matka? Chcę się spotkać z tobą jak mi źle, bo to ty mi kazałaś przeczytać "Serce" Amicisa, jak byłam mała, i nauczyłaś, że generalnie świat jest OK, i komu mam się teraz poskarżyć, że tak jest niezupełnie.........Wiesz, każdy człowiek chce, żeby świat był piękny, ludzie się na nim kochali i byli szczęśliwi, nie było więcej wojen i dookoła królowała prawda, miłość... a tu nagle idziesz, widzisz rozjechaną przez samochód żabę i masz z głowy... deprecha. Ja nawet nie mogę uciec w pracę. Bo w pracy wykańczam koty i to seryjnie. Spotykam się z tobą a ty mi od razu wyjeżdżasz z moją samotnością... Wszyscy jesteśmy samotni, i bezradni... Jeden mój kolega weterynarz w takich chwilach idzie na wódkę, albo bierze koks, bo świat go przeraża, a ja do mamusi. Scena 7. WNĘTRZE. GABINET ADWOKATA. ADWOKAT, LILKA Rozmowa odbywa się w boksie, w biurze adwokackim. Wszyscy z konieczności mówią ściszonymi głosami, adwokat mówi prawie szeptem. Lilka wchodzi do boksu adwokata Potuckiego. Trzyma reklamówkę z lodami w siatce, które się rozpuszczają, ciekną, nie wie, co ma z nim zrobić. LILKA: Dzień dobry... Adwokat spogląda na nią znad jakichś papierów. Zsuwa okulary. Chwilę kojarzy. ADWOKAT: Ach to pani... Mam nadzieję, że nie okazało się, że mój obraz to falsyfikat... LILKA: Nie, nie, obraz jest w porządku. Chciałabym uzyskać od pana informacje, co powinna zrobić kobieta, a raczej, co mogłaby zrobić kobieta w ciąży, facetowi, który się, wie pan... zwinął? ADWOKAT: Słucham, co zrobił? LILKA: (TŁUMACZY JAK OBCOKRAJOWCOWI) Chodzi o kobietę w ciąży i ojca dziecka, który unika odpowiedzialności. Wypiera się ojcostwa. Rozumie pan? Co ona może zrobić takiemu gnojkowi? Proces o ustalenie ojcostwa, odebranie mu praw rodzicielskich, alimenty itd. Rozumie pan? Bo wygląda jakby pan nie rozumiał, co ja do pana mówię... Może mówić głośniej? ADWOKAT: Przepraszam, zamyśliłem się. LILKA: No więc jeszcze raz... Chodzi o to, jakie kobieta ma prawa, co może osiągnąć? Gdyby pan mógł szybciej kojarzyć, byłoby dobrze... lody mi się rozpuszczają. ADWOKAT: Cóż... Sprawa jest poważna. To nie będzie pięć minut. Chyba najlepiej będzie jak te lody wrzuci pani do kosza. Lilka patrzy jak na zbrodniarza, ale posłusznie wrzuca. ADWOKAT: Rozumiem, że ojciec dziecka nie chce go uznać za swoje? Czy jest człowiekiem wolnym? Jaki jest jego stan prawny? LILKA: Wolny...Ze spojrzenia adwokata jednoznacznie wynika, co o niej myśli. ADWOKAT: A czy jest chociaż pełnoletni? LILKA: Ja uważam że nie, ale...To znaczy tak, oczywiście, że tak! Robi doktorat, specjalizację, czy coś takiego. Całkiem dorosły... ADWOKAT: Jeżeli mógłbym pani coś poradzić, w pani sytuacji... Rozumiem także materialnej...W pani wieku... Musiała pani zdawać sobie sprawę, że ten młody człowiek... LILKA: (PODEJRZLIWIE) A co ma do tego moja sytuacja? ADWOKAT: Proszę pani. Nie od dzisiaj jestem adwokatem. Wiem, że ludzie opisując drażliwe sprawy, nigdy nie mówią wprost, tylko opowiadają, że zdarzyło się to ich znajomym. Ja to oczywiście rozumiem i szanuję... LILKA: Czy pan zwariował? Co pan myśli, że to ja jestem w ciąży? Ja jestem dziewicą, jeżeli to pana interesuje. Znowu dziewicą, dokładniej mówiąc... i to nie jest propozycja, żebyśmy się dobrze zrozumieli... ADWOKAT: Proszę pani... Porozmawiajmy szczerze... LILKA: (WYBUCHA) Ale ja jestem szczera! ADWOKAT: Ciii... Niech pani się uspokoi. Po co te nerwy... Mnie naprawdę chodzi o dobro pani i dziecka. Uważam, że w pani wieku i statusie majątkowym nie ma sensu robić szumu wokół tej sprawy. Radziłbym pani zostawić tego młodego człowieka w spokoju i cieszyć się, że on nie chce od pani wyłudzić za to pieniędzy, albo, co gorsza, szantażować. Lilkę aż zatyka z wściekłości. Przez chwilę nie może wykrztusić słowa. Adwokat kontynuuje nieświadomy. Radziłbym się raczej zabezpieczyć prawnie, wydobyć od niego jakieś przyrzeczenie.... LILKA: Ty wstrętny męski szowinisto! Czy każda kobieta, która przychodzi do pana, jest tak traktowana? Ja się na pana poskarżę w izbie adwokackiej.... W trakcie wypowiedzi nakręca się coraz bardziej i zaczyna krzyczeć. Adwokat jest zaskoczony wybuchem Lilki. ADWOKAT: Proszę tu nie krzyczeć. LILKA: (WŚCIEKŁA) Nie przyszłam tu do wróżki ani na nauki umoralniające, tylko chciałam się dowiedzieć jak można zapewnić dziecku bezpieczeństwo. Zmusić jednego bęcwała do uznania dziecka, alimentów, wzięcia odpowiedzialności, tyle... A spotkałam drugiego, który... Adwokat rozgląda się dookoła, przerażony wybuchem Lilki. ADWOKAT: Wypraszam to sobie. Nie pozwolę się obrażać. LILKA: Żegnam pana, panie...Szuka nazwiska w pamięci, wie, że jakieś szlacheckie przekręcone. Lubomiurski! ADWOKAT: Potucki. LILKA: To był żart! Kpina z pana! Kpina! Żart! Niech pan przeczyta, co jest pod tym hasłem w słowniku wyrazów obcych... Albo spyta żony. Lilka wyciąga lody z kosza i wychodzi oburzona na korytarz. Scena 8. WNĘTRZE. DZIEŃ. KORYTARZ. LILKA, ADWOKAT, ADWOKATKA Lilka wychodzi na korytarz, równocześnie, z boksu, sąsiadującego z Potuckiego, wychodzi adwokatka. Po chwili na korytarz również wychodzi poirytowany Potucki. ADWOKAT: Pani powinna iść do psychiatry... Pani potrzebny jest lekarz, a nie adwokat. Lilka odwraca się gwałtownie, aż Potucki robi dwa kroki w tył, przestraszony. LILKA: Mam córkę, która leczy konie i czasem usypia koty, mogę dać panu wizytówkę.... Potucki wycofuje się do swojego pokoiku. Adwokatka podchodzi do Lilki. ADWOKATKA: Przepraszam, ale niechcąco słyszałam pani rozmowę z Potuckim... Te ścianki są tak cienkie. Jestem współwłaścicielką tego biura.... myślę, że będę mogła pani pomóc..... Lilka po chwili wahania idzie za adwokatką. Scena 9. WNĘTRZE. GABINET ADWOKATA. ADWOKATKA, LILKA (Adwokatka i Lilka wchodzą do jej boksu.) LILKA: Mam rozpuszczające się lody, zrobiłam na dole zakupy. ADWOKATKA: Proszę. Niech się pani tak nie denerwuje. Pan Potucki to nieszczęśliwy człowiek. Jego żona traktuje go... Zresztą nieważne... Jak już mówiłam, słyszałam część rozmowy. Chciałabym pani udzielić informacji... Proszę mi dać te lody, włożę je do lodówki... Lilka oddaje jej lody. Pani adwokat wychodząc... ADWOKATKA: Powiem pani w zaufaniu, że prawo w Polsce jest bardzo feministyczne. LILKA: A ja myślałam, że jedyna feministyczna organizacja w tym kraju to koło gospodyń wiejskich. ADWOKATKA: Nie jest tak źle. Mam tylko jedno pytanie... W jakim stopniu chce pani "załatwić" tego faceta... To znaczy, jaki ma być rozmiar kary? LILKA: Jak największy! XXL. Adwokatka uśmiecha się. ADWOKATKA: Chodzi o panią? LILKA: Nie. ADWOKATKA: Córkę? LILKA: Nie. Kobietę. Bezradną kobietę. ADWOKATKA: Zaraz wracam. Wychodzi z lodami. Scena 10. WNĘTRZE. DZIEŃ. KAWIARNIA. WANDA, MAREK Wanda i Marek siedzą w kawiarni przy stoliku. WANDA: Posłuchaj, Maruś, moja matka, jeszcze na studiach miała koleżankę, Miśkę. I raz ta Miśka podchodzi do najprzystojniejszego chłopaka na wydziale i mówi: "Słuchaj, chciałabym mieć dziecko, ale nie mogę patrzeć na chłopaków. A ty tu masz najlepsze geny. Czy mógłbyś pospać ze mną w moje dni płodne? Jak tylko zajdę, to masz wolne... MAREK: Naprawdę, tak mu powiedziała? WANDA: Przygotowała wszystkie papiery, żeby chłopak był pewny, że go nie chce wrobić. MAREK: I co on na to? WANDA: Trochę zgłupiał, ale wreszcie się namyślił i powiedział: "Czemu nie?" MAREK: Palant. Nad nimi staje kelner. Zabiera puste już filiżanki po kawie. KELNER: Czy coś jeszcze podać? WANDA: Kawę. MAREK: Ja też kawę... Albo nie, nie piję... piję za dużo kawy. Może herbatę. Nie, poproszę colę. Macie państwo nie schłodzoną? Na pewno nie. Poproszę wodę mineralną, nie z lodówki.... KELNER: Z cytryną? MAREK: Tak... albo.... tak, z cytryną. KELNER: Z cytryną? MAREK: Tak. Kelner odchodzi. MAREK: I co dalej? WANDA: No, pospali ze sobą. I stało się. Miśka zaszła w ciążę. Podziękowała Zenkowi, bo on Zenek się nazywał, i powiedziała, że odtąd nic ich już nie łączy. MAREK: Wygodne. WANDA: Ale on się wściekł. Latał, gadał, po całym uniwerku. Mówił: poczekajcie, brzuch jej urośnie, to na kolanach będzie mnie prosić... A ona nic. Dziecko urodziła podczas wakacji, córeczkę. Nowy rok akademicki, ona szczuplutka i nawet na niego nie spojrzała. To on podchodzi i mówi: "Słuchaj, mógłbym chyba zobaczyć moje dziecko?" A ona: "To nie jest twoje dziecko, podpisałeś papiery, daj mi spokój!" No to on... Przysłał jej kwiaty. Nie przyjęła. Drugie. Znów nie przyjęła. Doszło do tego, że spał u niej na wycieraczce, bo nie chciała go wpuścić do mieszkania. I nie wpuściła. Kelner podaje im to co zamówili i odchodzi. Marek zajmuje się intensywnie badaniem temperatury wody mineralnej. MAREK: Z lodówki, mówiłem.... WANDA: (Sprawdza temperaturę wody.) Nie, nie jest z lodówki.... Łaził za nią i łaził... Aż wreszcie wyłaził... Pobrali się. Podobno do dzisiaj są nieprzytomnie szczęśliwi! MAREK: Romantyczna historia.Woła kelnera z powrotem. WANDA: Wiesz, co ja myślę? Że wy z Hanią też moglibyście być szczęśliwi... Marek wciąż bada temperaturę wody i rozgląda się za kelnerem.... I to nawet bez spania na wycieraczkach. Zastanów się, bo to bardzo niezdrowe. MAREK: To nie jest takie proste, ja jestem zaskoczony. Nie rozmawialiśmy o tym nigdy, ale wiesz ja myślałem że ona jest jakoś zabezpieczona, ze bierze jakieś pigułki, pastylki, kapturki, jakieś metalowe spiralki....Czy ona jest ze wsi? To ona nie wiedziała?.... WANDA: Tak, tak, ona łykała cały czas metalowe spiralki, dla ciebie...Przecież ona cię kocha....A ty nie wiedziałeś, że jak się idzie z kobietą do lóżka to to może mieć konsekwencje? Tego ci mama nie powiedziała? MAREK: Tylko... Widzisz, to wszystko stało się w najgorszym czasie. Mam obronę pracy... Dużą szansę na przewód doktorski... Moja matka tego nie przeżyje, jak... Poza tym ty nie znasz Hani, ona jest nieodpowiedzialna, o takiej rzeczy się rozmawia, taką sprawę się planuje, jesteśmy dorosłymi, dojrzałymi ludźmi, ja jestem psychicznie nieprzygotowany na dziecko.... Nie, ta woda jest za zimna. WANDA: Absolutnie masz rację. Do cholery. Totalnie masz rację, ty dupku jeden, tylko że.... Wanda niespodziewanie dla samej siebie wstaje, wylewa mu jego wodę mineralną na głowę, przykleja mu cytrynę do czoła i odchodzi... Scena 11. WNĘTRZE. WIECZÓR. GALERIA. LILKA, WANDA, HANIA W galerii siedzą Lilka, Hania. Jedzą kompletnie roztopione lody. W milczeniu. Hania przerażona i zdziwiona sytuacją. Niewiele z niej rozumie. Wchodzi Wanda. HANIA: Widziałaś się z Markiem? Wanda bierze wizytówkę adwokata Potuckiego leżącą na stole przed Lilką i Hanią. Czyta ją. WANDA: Mecenas Jarema Zawisza Potucki? Chyba Potocki. LILKA: To samo mu powiedziałam, ale on się upierał. HANIA: Pani Lilka mówi, że rozmawiałaś z Markiem? WANDA: Tak. LILKA: I co? WANDA: Moim zdaniem jak zobaczy dziecko to zmięknie. Nakręcimy film video, jak mały zasypia, jak go Hania karmi, zagramy na uczuciach... Nagramy płacz dziecka i wyślemy taśmę do jego matki.... LILKA: Ale co powiedział... WANDA: Mamo... Pokazuje wzrokiem Hanię... LILKA: Co mamo? Nie ma się co cackać. Rozmawiałam z adwokatem... Załatwimy go tak, że następnym razem, zanim zdejmie spodnie, to się ze dwa tygodnie zastanowi czy warto. (PODEKSCYTOWANA DO HANI) Kochanie, nic się nie martw! I jedz te lody! Po pierwsze robisz mu proces o ustalenie ojcostwa! Mówisz sądowi, że on jest ojcem, i on już właściwie nim jest. Artykuł 84 paragraf 1 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego. "Domniemywa się, że ojcem dziecka jest ten, kto obcował z matką dziecka nie dalej niż w 300 a nie później niż w181 dniu przed urodzeniem dziecka.". Jeśli ty wskażesz świadka, który powie, że on znajdował się w twoim domu wieczorem, rano, albo późną nocą, świadek widział cię przy nim w szlafroku, w ręczniku, a najlepiej gołą... Lilka spogląda na zszokowaną Hanię. No mam nadzieję, że cię ktoś widział?! Może być tylko koleżanka, której się zwierzałaś, list od niego typu "Kochana Hanno, wspominam tę naszą upojną noc..." Czy coś w podobie, zeznanie psychologa, do którego chodziłaś po poradę. Zresztą nie musisz szukać, ja i Wanda możemy być wspaniałymi świadkami! HANIA: Ale pani wcześniej nigdy nas nie widziała! LILKA: No i co z tego! Ja nie muszę tego widzieć, żeby wiedzieć jak to jest! WANDA: Mamo, widziałam wczoraj w gazecie ogłoszenie. Poszukują wyjątkowo odpornych psychicznie do pracy w więziennictwie, może się zgłosisz. LILKA: A ty nie bądź taka mądra. Każdą to może spotkać. Dlatego jak się tylko zakochasz, po pierwsze opowiadasz o tym, komu popadnie, po drugie, na randkę zapraszasz znajomych, a kiedy przychodzą, natychmiast lecisz się przebrać w szlafrok, albo w ręcznik... Niezłe byłyby zdjęcia, ale nie lubię przesady. WANDA: Przestań się wygłupiać. To jest prawdziwy palant. I z nim nie będzie tak łatwo. LILKA: Po pierwsze nie mów pogardliwie o mężczyznach, bo ty nie masz powodu. A po drugie dzisiejsza medycyna na sto procent może potwierdzić ojcostwo. Wystarczy, że pobiorą mu próbkę DNA i wszystko jest jasne. (RZECZOWO DO WANDY) Dlatego bardzo cię proszę dziecko, jeśli zdecydujesz się kiedyś z kimś pójść do łóżka nie zapomnij przedtem wyciąć mu kępki włosów i schować do pudełeczka... HANIA: Dlaczego mam mu wycinać włosy? LILKA: Bo paznokcie, to obrzydliwe, a na wycięcie czegoś innego pewnie się nie zgodzi. Zresztą nie ma potrzeby. Włosy wystarczą, żeby określić kod DNA. Pudełeczko z włosami należy podpisać, bo na poduszce mogą się włosy pomylić... HANIA: (PŁACZE) Przepraszam, czy ja mogę iść do toalety? LILKA: Nie, muszę ci wszystko powiedzieć, bo zapomnę. A potem będziesz płakać, siusiać, robić co chcesz. Tak więc: ustalasz ojcostwo, pozbawiasz go władzy rodzicielskiej, artykuł 93 paragraf 1 i 2 KRiO. HANIA: Ale ja tak nie chcę! WANDA: Słyszysz? Ona tak nie chce. A on wcale nie jest taki jak myślisz. Mamo, z nim trzeba powoli, spokojnie. Może trzeba zacząć od jego mamy... LILKA: Co wy możecie wiedzieć o facetach? Musisz iść na całość, to wtedy Cię doceni i uszanuje. Możesz mu zabronić widywania się z dzieckiem, każdy sąd ci to załatwi. Skoro nie chce uznać dziecka, nie będzie też dobrym ojcem. HANIA: (PŁACZE) Ale on będzie wspaniałym ojcem, tylko tego nie wie. WANDA: Mamo, on się tylko boi... Lilka w ogóle nie zwraca na nie uwagi. Bierze kartki z notatkami. Widać, że jest przygotowana do rozmowy. Potem w trakcie sceny co chwila czyta ze swoich notatek. LILKA: I oczywiście będzie płacił alimenty. W tej chwili ktoś naciska klamkę galerii. Wanda odwraca się. Za drzwiami stoi pan Konrad z jakimś zawiniątkiem. Lilka w ogóle nie zwraca na niego uwagi. Kontynuuje. Artykuł 128, na ojcu dziecka ciąży ustawowy obowiązek dostarczania mu środków alimentacyjnych. HANIA: Ale ja nie chcę alimentów, tylko jego! LILKA: A jak nie płaci!? Uważaj, art. 129: "obowiązek dostarczania środków alimentacyjnych obciąża również krewnych w linii prostej oraz rodzeństwo.". Konrad wali w drzwi. WANDA: Mamo, nie słyszysz? Pan Konrad puka! LILKA: Nie widzi, że zamknięte? WANDA: (IDĄC DO DRZWI) Jesteś kompletnie niewychowana. LILKA: (WRACA DO TEMATU) No więc dzięki artykułowi 129 robisz kuku całej rodzinie. I dobrze im tak... Tymczasem Wanda podchodzi do drzwi. Otwiera je. Pan Konrad od razu chce się wpakować do środka, Wanda nie pozwala mu. Wychodzi do niego na zewnątrz. Scena 12. PLENER. WIECZÓR. ULICA PRZED GALERIĄ. WANDA, KONRAD Wanda wychodzi na ulicę. W trakcie ich rozmowy, przez szyby widać cały czas miotającą się dookoła Hani Lilkę. Chodzi i wymachuje rękami, Pan Konrad co chwila zerka tam ciekawie z niepokojem, chociaż Wanda stara mu się zasłaniać. WANDA: Przepraszam, ale mama teraz nie może. KONRAD: Nie, ja do pani. Polowałem na panią doktor od jakiegoś czasu. Ja... WANDA: Co się stało? Coś z mamą? KONRAD: Pani Wandziu, do jakiego wieku kobieta może zajść w ciążę? WANDA: Jezus Maria! Co się stało?! KONRAD: Nic... tylko wie pani, usłyszałem taką audycję w radiu... oni teraz w nocy takie głupoty wygadują, że potem człowiek spać nie może... Jedna baba tam mówiła, że ona ma 60 lat i chce mieć dziecko... a Wioletka mi mówiła... no wie pani, że niemożliwe... no wie pani... ale cholera... WANDA: Ach, chodzi o panią Wiolettę? Bogu dzięki... A ile żona ma lat? KONRAD: No stare babsko już. Tak jak i ja... około 5 dych. WANDA: A bierze kurację hormonalną? KONRAD: Że co? WANDA: Łyka coś, jakieś proszki stale? Przykleja sobie plasterki, cokolwiek. Nie zauważył pan? KONRAD: Ta cholera ciągle coś tam łyka. A bo co? WANDA: No to, jeśli tak, to może, z kuracją hormonalną jeszcze może... Ostatnio nawet słyszałam, że kobieta, u której całkowicie ustało miesiączkowanie, po wzięciu kuracji hormonalnej, niespodziewanie zaszła w ciążę, bo właśnie wydawało jej się, że już nie może... Taka pani, pod 60-tkę? KONRAD: O cholera! A to cholera jasna! Idę ją sprawdzić! Ja jej dam plasterki... WANDA: Ale panie Konradzie, lekarz o tym decyduje... KONRAD: Już niech mi tu pani teraz głupot nie opowiada.... To cholera jasna! No! I nie słuchaj tu radia człowieku! To szantrapa jedna.... WANDA: Ale panie Konradzie... pan mnie nie zrozumiał... KONRAD: (KRZYWI SIĘ) Dobra, dobra... Konrad odchodzi, Wanda kręci głową i wchodzi do galerii. Scena 13. WNĘTRZE. WIECZÓR. GALERIA. LILKA, WANDA, HANIA Tymczasem w galerii Lilka kontynuuje. HANIA: (ZAŁAMANA) Ale jego matka jest chora i to jest w ogóle bardzo miła osoba. HANIA I WANDA: On nie ma żadnego majątku! Ma tylko siebie i mamę...! Wanda wchodzi do galerii z szarlotką. LILKA: Co ty możesz o nim wiedzieć? Oni nawet jak mają majątki, to idąc na randkę ubierają się w szmaty, żeby nie musieli stawiać. WANDA: Mamo, moim zdaniem ty potrzebujesz lekarza! Badałaś poziom hormonów ostatnio. Może przydałaby ci się kuracja hormonalna. Bo ty masz wyraźnie ze sobą problemy? w twoim wieku to normalne? LILKA: (Do WANDY) Nawet jeżeli, to na pewno nie weterynarz będzie mi ją przepisywał! LILKA: (Do HANI) A jak ciąża jest patologiczna?... HANIA: O Boże! Nie jest. Hania łapie się za brzuch, ma stanowczo dosyć... LILKA: A skąd wiesz, że nie będzie, jak będziesz się tak zachowywać? WANDA: Uspokój się, bo zawołam do ciebie pogotowie psychiatryczne! LILKA: Psycholog mówi, że masz problemy psychiczne z powodu odrzucenia przez niego i ciebie, i dziecka. HANIA: Ja zwariuję. Niedobrze mi... WANDA: Lepiej idź do tej łazienki. Hania idzie do toalety. Wanda zwraca się do Lilki wściekła. |