MĘSKIE- ŻEŃSKIE Buty27 lutego 2004 Krystyna Janda Arkadiusz Borowik Scena A - Kamera sektor 6 - Warszawa. Ludzie spieszą się do pracy, samochody, autobusy pełne ludzi. Ludzie na przejściu dla pieszych, miedzy samochodami. Twarze pojedyncze. LILKA w oknie galerii. Scena 1. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA LILKA sama w galerii. Stoi z nosem przy szybie. Jest ”beznadziejnie” i w niej i za oknem. Od jakiegoś czasu patrzy beznamiętnie. Myśli o czymś, nudzi się, to nie jest najlepszy dzień. Odwraca się do kamery: MAM DEPRESJĘ. MOJA MAMA I BABCIA MIEWAŁY DEPRESJĘ. JAK MYŚLICIE, W JAKIM PROCENCIE WYCHOWANIE MA WPŁYW NA TO, JACY JESTEŚMY? MOJA MATKA UWAŻAŁA, ŻE DECYDUJĄCY, A JA UWAŻAM, ŻE PRZYNAJMNIEJ POŁOWĘ TEGO, JACY JESTEŚMY, OKREŚLA KOD GENETYCZNY, JAKI DOSTAJEMY OD RODZICÓW…, TERAZ BARDZIEJ ROZUMIEM MOJĄ BABCIĘ, KTÓRA WIECZNIE MÓWIŁA, ŻE PRZED ŚLUBEM TRZEBA UWAŻNIE OBEJRZEĆ RODZINĘ PRZYSZŁEGO MĘŻA CZY ŻONY, DO SIÓDMEGO POKOLENIA... BO NA WIELE RZECZY NIE BĘDZIEMY MIELI POTEM WPŁYWU… CZY TO WSZYSTKO NIE JEST DLA WAS PRZERAŻAJĄCE…? Szuka potwierdzenia swojej tezy w oczach psa siedzącego obok niej i też patrzącego przez okno. Ale pies nie odpowiada, więc… Do psa: No ciebie to nie przeraża! Zamyśla się i patrzy dalej przez szybę. Nagle jej uwagę zwraca widok za oknem Galerii.. Scena B – kamera sektor 6 - Z punktu widzenia LILKI PLENER. DZIEŃ. ULICA. MATKA, ZOSIA Na przejściu dla pieszych matka ciągnie dziecko tak szybko, że ono nie nadąża a potem, zatrzymuje się na środku i bije za to, że kaprysi i płacze. Scena 2. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA LILKA niewiele myśląc wybiega zostawiając drzwi galerii szeroko otwarte.
Scena C – kamera sektor 6 - LILKA biegnie. Scena 3. PLENER. DZIEŃ. ULICA. MATKA, ZOSIA LILKA dopada do zdenerwowanej matki dziecka, odpycha ją i zabiera jej dziecko, krzycząc na całą ulicę. lilka Co to dziecko pani zrobiło?!!! Ono zwyczajnie nie mogło za panią nadążyć. Nie ma takich wielkich nóg jak pani! Matka wybałusza oczy na Lilkę. Obserwuję panią od jakiegoś czasu. Szarpie je pani jak worek kartofli! To jest dziecko! Ty Bzdziągwo! Dziecko, taki mały człowiek! Za co je pani zbiła?! Matka całkowici, zaskoczona A pani, dlaczego się wtrąca? To moje dziecko i... Lilka I myśli pani, że jak to pani dziecko, to może z nim pani robić, co chce? To, że jesteś starsza, silniejsza i masz nad nim władzę nie daje ci żadnych praw, a już na pewno nie to, że jesteś jego matką! Matka Pani jest nienormalna! A zresztą, po co ja z panią rozmawiam? Niech sobie pani swoje dzieci wychowuje jak chce, ja na pewno nie będę się do nich zbliżać... Lilka Pani się nie powinna zbliżać nawet do małego... byka... dopóki mu rogi nie urosną, żeby mógł panią walnąć w d... Matka Niech się pani liczy ze słowami! I niech mi pani odda dziecko! LILka Nie! Niech pani przyrzeknie, że go pani nie uderzy! A jak nie wołam policję! Matka dziecka Ludzie! To wariatka! Zabrała mi dziecko! LILka Ja ci dopiero mogę zabrać! Ty wstrętna babo! Jak masz ze sobą problemy to nie wyładowuj tego na dziecku! Ludzie zaczynają się gromadzić. Pytają, o co chodzi. Lilka stoi na środku jezdni. Samochody trąbią. Ludzie starają się ściągnąć OBIE PANIE i DZIECKO z pasów na chodnik. LILKA się opiera trzymając za sobą zupełnie spokojne, niczym niezrażone około 6 letnie dziecko. Matka dziecka płacze. Ludzie zaczynają się kłócić między sobą. Jedni uważają że nikt nie ma prawa bić dziecka, nawet własna matka i trzeba zawołać policję. Inni twierdzą że bez bicia się dziecka nie wychowa. Pada argument najstarszy: -Jakby mnie ojciec nie bił to bym nie wyszedł na ludzi. Dziękuję moim rodzicom, że mnie bili! Krzyczy jakiś PIJANY, ( Więckiewicz - osiedlowy menel)przechodzień.. Inna mówi: Bez bicia się nie wychowa, nikt mi nie powie! Inaczej można mówić, mówić i nic. Nie zrozumie. A zbijesz? Od razu wchodzi do głowy! Jeszcze ktoś: Bić rozumiem, ale nie na ulicy na litość Boską! I nie w złości. Trzeba na spokojnie. W domu. Ale wlać tak żeby zapamiętało. Bić ale na spokojnie. Tak to jest niewychowawczo. W rezultacie wszyscy są przeciwko Lilce, solidaryzują się z płaczącą matką, która krzyczy: MATka Wariatka! To Wariatka! Zabrała mi dziecko! Niech ktoś zawoła policję! Lilka nie wie, co zrobić, więc bierze dziecko pod pachę i biegnie do galerii. lilka Odwracając się Sama zawołam! Scena D - kamera sektor 6 - Pani Wioletta patrzy na zdarzenie. Z punktu widzenia WIOLETTY, która idzie po zakupy, widzimy jak Lilka z dzieckiem wbiega do galerii, do której podchodzi po chwili Matka. Scena 4. WNĘTRZE. DZIEŃ. LILKA, MATKA, ZOSIA Kobieta siedzi na kanapie i płacze. Lilka pomaga rozebrać się dziecku. Zdejmuje mu czapkę. Teraz dopiero widać, że to dziewczynka. LILKA No proszę... w dodatku dziewczynka! Mój Boże, szarpała małą dziewczynkę... Matka Zosi Chlipiąc jednak zaintrygowana Jak to w dodatku? Lilka Mało ją jeszcze w życiu wyszarpie? Matka Kto ją w życiu wyszarpie? Lilka No... życie... ją wyszarpie... w życiu... Czy ja pani muszę wszystko tłumaczyć? Do dziecka Jak masz na imię kochanie? ZOSIA …. MATKA Zosia... Ja... Naprawdę nie chciałam jej uderzyć, tylko jestem tak zdenerwowana i… Mąż powiedział rano, że odchodzi... Idzie do innej…! Ja tego nie przeżyję! Zwariuję! Czy może mi pani dać coś do picia? LILKA Mogę. Nic panią nie usprawiedliwia. Dziecko nie jest niczemu winne. I niech pani tego przy niej nie mówi! Lilka odwraca się i nalewa coś do szklaneczki. Podaje kobiecie. A ty się napijesz dziecko? ZOSIA Coca coli. LILKA Coca cola jest niezdrowa i nie mam coca coli... Matka O Matko! Ja tego nie zniosę! Duszę się! Niedobrze mi! Pije i krztusi się, najwyraźniej spodziewała się czegoś innego. Lilka Niedobrze? Matka Nie wiedziałam, że to alkohol… O Matko... Chyba się tu wykończę… Jeszcze to świństwo! Boże pomóż mi! Jaka ja jestem nieszczęśliwa… Lilka bierze od kobiety szklaneczkę i wącha niepewnie. Lilka To jest bardzo dobry koniak. Matka …Czy może pani wezwać pogotowie, bo chyba zaczyna mi się zawał! O rany boskie jak boli...! Lilka Gdzie? Matka Tu... w mostku... Lilka To nie jest mostek. Matka O Boże... a co to jest? Lilka Przepona. Matka Z wysiłkiem Słyszała pani, kiedyś, żeby kogoś bolała przepona?! Ja chyba lepiej wiem, co mnie boli... O i tu pod łopatką! Niech pani wezwie lekarza! Pogotowie! LILKA jakby nagle uświadamia sobie powagę sytuacji, rzuca się do telefonu, po czym bezradnie stoi ze słuchawką w dłoni. Lilka Cholera... Jaki tam jest numer? Zosia spokojnie 999. Zosia podała numer i dalej siedzi spokojnie na krzesełku ze stoickim spokojem obserwując scenę. Lilka wykręca numer. Lilka Pogotowie?! Proszę przyjechać... Natychmiast! Galeria na Tuwima... Jak to, co się stało? Kobieta ma zawał! Jak to, jaka kobieta? Nie wiem! Klientka. Tak, ja jestem właścicielką Galerii. Lidia Janicka. Co to ma do rzeczy!? Co mam panu jeszcze podać numer buta? Nie jestem niegrzeczna tylko zdenerwowana. Niech pan przestanie mnie wypytywać, tylko się ruszcie i wreszcie tu przyjedźcie! Imię i nazwisko chorej? Nie wiem, nie mam pojęcia. Mam ją wylegitymować? Teraz, kiedy umiera? ZOSIA Aldona Jarosik. Lidka Aldona Jarosik. Dobrze. Przepraszam... Powiedziałam przepraszam, co mam panu kupić kwiaty? Odkłada słuchawkę i natychmiast bierze ją znowu. Wykręca. Do dziecka Zosiu, nie denerwuj się zaraz przyjedzie lekarz. ZOSIA Ja się nie denerwuję. Lidka
Wanda! Przyjeżdżaj natychmiast... Rzuć mówię ci w cholerę te psy! Dobrze, żółwia! Wszystko jedno… Dobrze wiem, że to nie wszystko jedno. Mam tu zawał! Zawiadomiłam pogotowie, ale tu jest też małe dziecko... O! Rozłączyła się! Albo to te telefony!... Do cholery jasnej w tym kraju nawet zawału nie można mieć w spokoju... a gdybym tak ja miała zawał?!.... Wykręca jeszcze raz. Z doktor Janicką poproszę. Co? Nie ma jej?! Przed chwilą… Co!? Jej matka ma zawał? A to przepraszam… Do siebie O cholera Słychać sygnał nadjeżdżającego pogotowia Scena E - kamera sektor 6 - jadąca karetka pogotowia ratunkowego przez miasto. Wanda biegnąca ulicami.. Scena 5. PLENER. DZIEŃ. ULICE WARSZAWY. WANDA Ulice Warszawy. WANDA biednie w białym fartuchu, w rozpiętym płaszczu, na oślep. Rozpychając ludzi. Oszalała. Co chwila staje na brzegu jezdni i macha na taksówki. WANDA ma zakrwawiony fartuch z przodu...i gumowe rękawiczki i nożyczki chirurgiczne w ręku. Ludzie mijają ją i oglądają się za nią zdumieni.
Scena F- kamera sektor 6 - Wanda dobiega do karetki stojącej przed galerią. Scena 6. PLENER. DZIEŃ.ULICA PRZED GALERIĄ. WANDA, PIELĘGNIARZ Pielęgniarz zamyka drzwi karetki w momencie, kiedy nadbiega Wanda. Wanda łapie pielęgniarza. Jest przerażona. Nieprzytomna. Nie może złapać tchu. Cała scena rozgrywa się w ruchu. Razem z Wandą w trakcie rozmowy obchodzą samochód. Wanda Co z nią? Pielęgniarz To się okaże… Zabieramy ją do szpitala. Wanda Jadę z nią. Pielęgniarz Ale nie wolno… Wanda Jak to nie wolno, co to znaczy nie wolno…? Pielęgniarz No… Przepisy… zabraniają… Wanda Pan mnie nie będzie uczył przepisów. Jestem weterynarzem. Pielęgniarz Przykro mi, ale pacjentka jest człowiekiem… Wanda Mnie też jest przykro, bo jestem jej córką. Wanda odpycha pielęgniarza i wyrywa tylnie drzwi karetki. Na widok obcej kobiety zamiera. Scena G- Kamera sektor 6 - karetka odjeżdża, Wanda stoi moment potem rusza do galerii. Scena 7. WNETRZE. DZIEŃ. GALERIA. WANDA, LILKA, ZOSIA Drzwi otwierają się z trzaskiem na oścież. W progu stoi Wanda. Lilka spogląda na nią niewinnie. I mówi do Zosi patrząc na Wandę, jakby się nic nie stało. Lilka Na pewno wszystko będzie w porządku, Zosiu. To pewnie tylko duszności... Ciocia Lilka też czasem ma duszności, jak ją wyprowadzą z równowagi. Wanda stoi i dyszy. Lilka rozumie, co córka przeżyła. Lilka uśmiecha się słodko i mówi jakby nigdy nic. LILKA Co? Już… Właśnie zabrali… panią Aldonę… Podobno to nie zawał, ale na wszelki wypadek… ją zabrali… napijesz się czegoś? Wanda dalej stoi tak, jakby chciała Lilkę zamordować, po czym rzuca się na nią z pięściami. WANDA Jak mogłaś? Czy ty wiesz…? Czy ty zdajesz sobie sprawę, co ja przeżyłam…? Czy ty się kiedyś zastanowisz, zanim coś zrobisz, czy powiesz?!!! LILKA Przepraszam, ale nie dałaś mi powiedzieć do końca! Z godnością, urażona A w ogóle to uspokój się... Jak ty się do matki odzywasz? Dziecko patrzy! Jeszcze sobie pomyśli, że jesteś źle wychowana. Wanda nieruchomieje. Teraz dopiero dostrzega dziewczynkę. WANDA Co to za dziecko? Nadal patrzy podejrzliwie na Lilkę, jakby ją chciała dalej mordować. lilka Zosia. Córeczka pani Aldony Jarosik. Tej, która ma przeze mnie zawał… Wanda Jak to przez ciebie? Potworze! Ty potworze! Lilka do zosi oskarżycielsko na wandę Widzisz Zosiu, to jest moja ukochana córeczka Wanda. Widzisz jak mnie traktuje? Jak dorośniesz, to też będziesz mogła bić mamę jak będzie niegrzeczna i w ten sposób się wyrówna. Sprawiedliwości stanie się za dość! Cieszysz się? Wanda patrzy na nie i nic już nie rozumie. Scena H - kamera sektor 6 - LILKA podaje dziecku jajecznicę i przychodzi do siedzącej z boku WANDY Scena 8. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. LILKA, WANDA, ZOSIA Zosia zajada ze smakiem jajecznicę, którą zrobiła jej Lilka. Lilka z Wandą stoją w drugim końcu galerii. Tam gdzie jest mała kuchenka. Obserwują Zosię. Lilka Widzisz! Smakuje jej moja jajecznica! Może ona ją jeszcze głodziła? Wanda Nie, bo nie wygląda na chudą i ma za drogie ubranko, ale … ona jest jakaś dziwna… Lilka Oburzona, stłumionym głosem No wiesz...Ty w jej wieku byłaś chuda jak patyk, pewnie ludzie myśleli że cię głodzę!… Wanda Czy ty zawsze musisz wszystko brać do siebie? Chodzi mi o to, że to dziwne, że dziecko nie martwi się o matkę… To jest dziwne. Lilka Ona jest mała. Przecież to małe dziecko… Ty przyleciałaś w te pędy, próbny alarm na pitąkę, ale… Wanda Bo cię gwizdnę! Do Zosi Kochanie… Nie martw się o mamę, wszystko będzie dobrze.... Zosia odkłada talerz i spokojnie stwierdza. Odkładając poprawnie sztućce i wycierając usta serwetką. ZoSia Wiem. Mama ciągle ma zawał. Lilka i Wanda przez chwilę milczą zaskoczone. Lilka Jak to ciągle? Z tego, co wiem, można mieć tylko trzy zawały… Dziecko, co ty opowiadasz? Zosia Ona tylko tak udaje… Bo chce żeby tata przyjechał. Wanda i Lilka wymieniają nic nierozumiejące spojrzenia. Lilka To nie może do niego zadzwonić? ZOSIA Nie. Wanda gromi matkę wzrokiem i podchodzi do Zosi. Wanda Ale dlaczego Kiciu? zosia Bo on musi się teraz martwić. LILKA Kto? WANDA Jej ojciec! Myśl trochę! Oni musza teraz do niego zadzwonić. ZOSIA Ale mama im nie da tak od razu numeru. Zawsze chowa najpierw dokumenty. WANDA I zawsze tak jest jak tata odchodzi, kochanie? ZOSIA Albo zawał, albo pożar… Różnie… Albo samobójstwo… WANDA Uroczo! ZOSIA Albo jeszcze mówi tacie, że ja zginęłam. Tego najbardziej nie lubię, bo muszę się chować... lilka Mama od dawna się leczy? Lilka napotyka karcący wzrok Wandy, więc pospiesznie dodaje z uśmiechem. To znaczy… a gdzie teraz szłyście? zosia Najpierw na Dworzec Zachodni sprawdzić czy jest ten objazd, a potem do taty się przeprosić… Wanda Jaki objazd? A gdzie jest twój tata? zosia Objazd drogowy, a tata jest w pracy... Wanda A babcia, dziadek, ciocia? Gdzie mieszkasz? zosia Wszyscy są w Tomaszowie. W domu nikogo nie ma. lilka A jak rodzice się kłócą, to cię biją? zosia Tata nigdy, a mama tylko jak się bardzo zdenerwuje… LiLka do WANDY, po cichu Dzwonię na policję... wanda Uspokój się. Narobisz tylko ludziom kłopotu. Lilka Nie słyszysz, co ona mówi? Wanda Poczekaj… ja z nią porozmawiam. A ty już odejdź… ZOSIA Pojedźmy do taty. LILKA A wiesz gdzie tata pracuje? ZOSIA Oczywiście. Scena I – kamera sektor 6 – taksówka jedzie ulicami Warszawy. Scena 9. PLENER. DZIEŃ. WNĘTRZE TAKSÓWKI, ULICE MIASTA. WANDA, ZOSIA, TAKSÓWKARZ W TAKSÓWCE. Ulice Warszawy. WANDA I ZOSIA jeżdżą po Warszawie i ZOSIA próbuje rozpoznać budynek, w którym pracuje tata. WANDA trochę już zdenerwowana. ZOSIA Mój tata jest bardzo ważny i pracuje w środku miasta. Wanda Zosiu, od jakiegoś czasu jesteśmy w Centrum,. Żadne miejsce nic ci nie przypomina? Żadna ulica? Dom? zosia Nie. Ale mój tata jest najważniejszy i pracuje w takim bardzo wysokim domu. TAKSÓWKARZ No to przynajmniej wiadomo, że nie prezydent, bo on pracuje w niskim. Wanda Jak bardzo wysokim? Zosia Jak kościół. Taksówkarz spogląda do tyłu zdziwiony. Wanda Spokojnie. Na początku, powiedziała mi, że tata pracuje w najwyższym kościele w Warszawie. Zadzwoniłam do Kurii i powiedzieli, że Św. Krzyża jest ich zdaniem najwyższy. Przejeżdżaliśmy koło Św. Krzyża a ona nie rozpoznała, no to dałam spokój… Taksówkarz To może być minister. Oni siedzą w wysokim. Wanda Tylko, że on nie wygląda jak kościół. Taksówkarz E... Dzisiaj to budują takie kościoły, że one też wcale nie wyglądają jak kościoły. To co, mam jechać pod Urząd Rady Ministrów? Wanda Co pan zgłupiał? Gdyby był ministrem, to one by nie chodziłby po mieście na piechotę!? taksówkarz Jak ktoś jest żoną, albo dzieckiem ministra, to mu każda gupota może przyjść do głowy? Nie wie pani?? Zosia O tutaj! To tutaj! Wanda i taksówkarz Gdzie? Zosia Tu, w tym wysokim! Wanda W tym? zosia Nie, w tym. Zosia pokazuje na Pałac Kultury. Wanda No to rzeczywiście kościół.... Scena J - sektor 6 - WANDA i ZOSIA idą do pałacu Kultury. Scena 10. PLENER. DZIEŃ. PRZED PAŁACEM KULTURY. WANDA, ZOSIA PRZED PAŁACEM KULTURY. WANDA i ZOSIA. Obie patrzą w górę. Zosia zachwycona. Zosia Ale wielki… jak zamek… wanda Błagam cię Zosiu, przypomnij sobie, kim jest tu twój tata. Naukowcem, kierownikiem kina, muzeum… windziarzem…Wysoko pracuje czy nisko? zosia Nie wiem, co robi, ale wiem, że pracuje tam na samej górze. WANDA Gdzie? ZOSIA Tam najwyżej. Trzeba tam pojechać windą. Wanda wzdycha ciężko. Wanda Mruczy do siebie Nie wiem, co można robić na samej górze. Może on jest ptakiem… Wtedy przynajmniej mogłabym mu pomóc… Zosia Co? Wanda Nic, nic… bo wiesz… ja na przykład jestem weterynarzem i pracuję… noooo, nisko…..zresztą nieważne, chodźmy… Scena K - kamera sektor 6 - WANDA i Zosia wchodzą przez obrotowe złote drzwi do Pałacu kultury. Zosia zachwycona. Ojciec Zosi biegnie podcieniami obok galerii Lilki. Scena 11. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. OJCIEC ZOSI, LILKA Do galerii wpada starszy, łysiejący mężczyzna z reklamówką. Ubrany jest elegancko, ale spokojnie. Mówi zdyszany. Ojciec Zosi Dzień dobry. Lilka Dzień dobry. Mężczyzna się rozgląda jakby czegoś szukał. Nie może złapać oddechu. Ojciec Zosi Pani Lilka Janicka? LILKA Tak. Słucham…. OJCIEC ZOSI Gdzie ona jest? Lilka Ale... kto? Co ? Co pana konkretnie interesuje? Ojciec Zosi Zosia... Lilka To pan jest dziadkiem…? Ojciec zosi Jestem ojcem Zosi. LILKA Przepraszam. OJCIEC ZOSI Nieszkodzi. Właśnie kupowałem sobie buty, jak zadzwonili ze szpitala. Podobno moja córka jest u pani... Lilka Moja córka pojechała z pana córką do pana do pracy. Zosia prosiła żeby ją tam zawieźć. OJCIEC ZOSI Ach, i Zosieńka, powiedziała paniom gdzie ….? Scena L - kamera sektor 6 - Taras widokowy na ostatnim piętrze Pałacu kultury. Panorama Warszawy. Zosia biega ze strony na stronę zachwycona. Wanda mniej zachwycona podąża za nią. Scena 12. PLENER. DZIEŃ. OSTATNIE PIĘTRO PAŁACU KULTURY. WANDA, ZOSIA Zosia stoi na tarasie widokowym i ogląda zachwycona panoramę Warszawy. Wanda zrezygnowana. Wanda Zosiu, tu nigdzie nie ma twojego taty. Nikt taki tu nie pracuje. Może ty masz jakoś inaczej na nazwisko? Albo może twój tatuś ma inaczej na nazwisko? Przypomnij sobie… Zosia A gdzie jest ZOO? Pokaż mi… Wanda Może pomylił ci się budynek. Spójrz jeszcze raz, może rozpoznasz. Pokazuje jej w panoramę Warszawy palcem. Może ten? Albo ten. Zobacz ten jest podobny tylko niższy. A ten? Zosia z zaciekawieniem patrzy, liże loda albo lizaka, watę cukrową? Przeczy głową na wszystkie podpowiedzi i nie przejmuje się zbytnio. Chodź, najpierw pojedziemy do mamy do szpitala a potem pojedziemy do Galerii i tam poczekamy. Zosia Nie. Siku. Wanda Chodź… Scena Ł - Kamera sektor 6 – Zosia biega podskakując po wnętrzach pałacu Kultury. Wanda pyta o toaletę obsługę, idzie za Zosią. Scena 13. Wnętrze. Dzień. TOALETA W PAŁACU KULTURY. WANDA, ZOSIA. Wanda wściekła, Zosia podczas dialogu, kiedy Wanda jej podciąga majtki pobrudziła jej całe włosy i twarz wata cukrową albo lodem. Wanda Ale dlaczego nie chcesz wrócić? Zawiozę cię do domu. Tata będzie się niepokoił… Zosia Mój tata nigdy prosto z pracy nie idzie do domu. Wanda To gdzie chodzi? Zosia Do ZOO. Wanda gapi się na Zosię kompletnie zaskoczona. Wanda Gdzie? Zosia Do ZOO. Naprawdę. Wanda kiwa głową, rozumiejąc, że ojciec Zosi ma kochankę, a dziecku opowiada głupoty. Wanda Ach do ZOO? Tak ci mówi? A nie mówi, dlaczego, do ZOO chodzi na przykład bez ciebie? Zosia Nie. Wanda I mama mu wierzy? Zosia Mama mu nigdy nie wierzy. Wanda I słusznie. A po co on niby chodzi do tego ZOO? Zosia Karmić hipopotama. Wanda Odruchowo Nie wolno dokarmiać hipopotamów. Zosia Jego praca jest sponsorem hipopotama w ZOO… WANDA Wiem słoń też żyje dzięki Portom Lotniczym, ale dyrektor portu nie musi karmić tego słonia osobiście… ZOSIA Jakby nie takie firmy, to by musieli zamknąć ZOO, a zwierzęta by umarły z głodu… Wanda Zrezygnowana I twój tata musi tam jeździć i tego pilnować?! Sprawdza czy go dobrze karmią, albo czy sami nie zjadają tego, co jest dla hipopotama? To jest jakaś paranoja!… No dobrze… Chodźmy… Zosia spogląda jeszcze na panoramę Warszawy. Uśmiecha się triumfalnie, korzystając z okazji, że Wanda nie patrzy. Scena M - kamera sektor 6 - W galerii TATA Zosi coś opowiada, Lilka podaje mu wodę mineralną. Scena 14. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. OJCIEC ZOSI, LILKA, WIOLETTA Ojciec Zosi wstaje, chodzi po galerii, Lilka słucha go uważnie. OJciec zosi Wie pani to jest niezrozumiałe… Zaczęło się jeszcze przed ślubem. Ale teraz to już nie do wytrzymania. Ona przeszukuje moje kieszenie, papiery, śmieci w koszu… mój pokój w biurze, szuflady… Podchodzi do Lilki i mówi konfidencjonalnie. Czy pani wie, że raz sąsiedzi widzieli ją jak grzebie w śmietniku? Znów zaczyna chodzić. Nie wolno mi odbierać telefonów. A jak odbiorę, bo jej na przykład nie ma w pobliżu, potem cały czas wypomina mi, że to dzwoniła kochanka, że ją zdradzam, i że ona się powiesi... Lilka uważniej spogląda na Ojca Zosi, który jakby delikatnie utykał na jedną nogę. Lilka Noga pana boli? Ojciec Zosi Pokazuje na buty Nie… Tylko, że są wie pani, strasznie niewygodne. Prezent od żony, ale nie da się w nich chodzić. Dlatego poszedłem kupić nowe. A ona pewnie wtedy zadzwoniła do pracy i dostała histerii, bo jej powiedzieli, że mnie nie ma… Lilka To niech pan podziękuje sekretarce… Ojciec Zosi Żartuje pani? Jakiej sekretarce? Mam sekretarza po sześćdziesiątce. Sama mi go wybrała. Powiedział jej, że wyszedłem do miasta, że nie wie gdzie jestem. Biedny człowiek… ile on się nasłucha… Pozwoli pani, że zmienię buty? Lilka Bardzo proszę. Ojciec Zosi zakłada nowe buty, kontynuując rozmowę. Ojciec Zosi Mówiłem żeby się leczyła, ale ona uważa, że to ja, że to moja wina… że… Aaaa już mi się przestaje chcieć żyć… Tylko dziecka mi szkoda… Ojciec Zosi podchodzi blisko Lilki. Lilka śmiejąc się Kupiła panu za małe buty żeby pan nie uciekł. Ojciec Zosi To wcale nie jest śmieszne… Niech pani na mnie popatrzy… Przecież pani widzi… Jestem nieatrakcyjnym, skromnym, już starszym panem. To raczej ja powinienem być o nią zazdrosny. Kto by mnie chciał? Aaaa… nie ma, o czym mówić! Lilka patrzy na Niego uważnie. LILKA No na Jamesa Bonda pan nie wygląda… na Casanovę też… Ale może wcześniej dał jej pan jakieś powody? Coś się zdarzyło i teraz… pauza Niech się pan na mnie nie gniewa… Do galerii wchodzi Wioletta, trzymając pod pachą jakiś pakunek. LILKA i OJCIEC ZOSI nie zauważają że weszła. Ta stoi w progu słuchając rozmowy nie wędząc jak się zachować. Ojciec Zosi Ja nigdy nie miałem powodzenia u kobiet. A teraz jestem tylko podstarzałym, nudnym urzędnikiem na dyrektorskim stanowisku, ale ona… Lilka Uroda u mężczyzny to nie jest coś najważniejszego. Tu chodzi o coś innego… zupełnie innego. Dla mnie na przykład najważniejsze są oczy, no i rozum oczywiście. Każdego bierze coś innego. Może pan dla niej coś takiego ma, czego inny nie ma? Ojciec Zosi Śmieje się. Może. A wie pani, co na mnie działa erotycznie? Uśmieje się pani… Jak kobieta mówi po czesku? Oboje się śmieją Jak kobieta mówi po czesku to ze mną się coś takiego dzieje… Zaintrygowana Wioletta, która słyszała część rozmowy, chrząka. Lilka teraz dopiero zwraca na nią uwagę. Lilka O, słucham pani Wiolu… Wioletta Przepraszam pani Lilko, mogę pożyczyć tej książki o odchudzaniu? Konrad zreperował pani ten czajnik. Wioletta daje Lilce pakunek (czajnik) Lilka Bardzo dziękuję. A co, ma pani zamiar się odchudzać? Wioletta Nie. Odchudzam Konrada. LILKA Śmieje się Przestał się pani podobać? WIOLETTA Lekarz kazał dziadowi, bo ma kłopoty z sercem. I powiedział mu, że to moja wina, że ja go pasę! Teraz ten mówi, że umrze na serce przeze mnie. Powiedziałam chamowi, że każdy kilogram na jego brzuchu to kilogram mojej miłości do niego. Ale jak się nie podoba… to teraz zobaczy! Odchudzę go na wiór. Do OJCA ZOSI Pan jest Czechem? Ja miałam babcię Czeszkę , wie pan? Milenka miała na imię… LILKA Podając jej książkę Przepraszamy panią, musimy porozmawiać… WIOLETTA Znacząco Rozumiem, wszystko rozumiem, mnie tylko słowo powiedzieć… Wioletta puszcza Lilce znaczące spojrzenie. Lilka patrzy na nią, nic nie rozumiejąc. Wioletta wychodzi. Lilka Miał pan związek z jakąś Czeszką? To znaczy… Wcześniej nie dał jej pan nigdy powodów do zazdrości? Ojciec ZOSI Ale skąd. To ona miała romans, już po ślubie, wiedziałem o tym, wybaczyłem, bo bardzo ją kocham, no i odkąd urodziła Zosię coś jej się takiego w głowie porobiło… Czy pani wie, że ona mi potrafiła kiedyś jak wróciłem z pracy, po cichu, zdjąć koła z auta w garażu i postawić samochód na cegłach?! Żebym nigdzie nie pojechał! Czy pani sobie zdaje sprawę? Skąd ona się tego nauczyła! Bo ja bym nie dał rady! No i nie odwiozłem matki na pociąg do Buska… do sanatorium!!! Musiała wziąć taksówkę staruszka! Wyobraża sobie pani!? Lilka Rzeczywiście jest nieźle szurnięta... Ojciec Zosi To jeszcze nie wszystko. Niedawno odkryłem, że na noc wysypuje mąkę na korytarzu, przed wyjściowymi drzwiami. Żeby mi udowodnić, że ja wstaję w nocy i wymykam się z domu! To jest choroba! Lilka Żona mówiła, że pan chciał rano odejść do innej kobiety. OJCIEC ZOSI Bzdura. Zobaczyła, że zatankowałem wczoraj samochód i dla niej to już jest dowód. To prawda, powinno mi starczyć benzyny jeszcze na dwa dni, bo wie pani ona to wyliczyła, z domu do pracy i z powrotem, pełen bak - na ile dni starcza i koniec. A wczoraj musiałem już kupić, bo zrobili objazd koło Dworca Zachodniego, ale jej się nie da nic wytłumaczyć. Już się boję nawet oddychać. Lilka podchodzi do okna, tak jak w pierwszej scenie. Zauważa coś podobnie jak wtedy. lilka Co ona wyprawia? Scena N - kamera sektor 6 - Plener. Dzień. Ulica przed galerią. Wanda, Zosia Wanda idzie po ulicy ciągnąc biegnącą za nią Zosię. Zosia ma w ręku balony, liże lizaka, lalka kupiona widocznie z rozpaczy, podskakuje w ręku Wandy… LILKA Następna sadystka.!
Zatrzymują się obie i Wanda wyraźnie małą szarpie. Lilka rzuca się dziecku na pomoc…Wybiega z Galerii, Ojciec Zosi podchodzi do okna. . Scena 15. WNĘTRZE. DZIEŃ. GALERIA. WANDA, LILKA, ZOSIA, OJCIEC ZOSI OJCIEC ZOSI stoi przy oknie wpatrując się w ulicę tak, że jest nie widoczny dla wchodzących.. Otwierają się drzwi i do galerii wpada LILKA a potem Wanda, ciągnąc za sobą Zosię. Wanda Wściekle sycząc, tak żeby Zosia nie słyszała do LILKI, nie zwracając zupełnie uwagi na gościa. To dziecko to diabeł, a ten jej ojciec to jest skończony łajdak! Dziwkarz, oszust i kłamca!…Normalny łobuz, jak każdy… Wanda idzie na zaplecze napić się wody i umyć ręce sobie i Zosi i zetrzeć plamy od lodów z płaszcza. Zosia przechodząc koło taty macha mu uśmiechnięta watą cukrową, ale Wanda tego nie zauważa. Lilka Co ty mówisz?! Wanda Z łazienki No, kochana,! Wzywaj pogotowie teraz do mnie, teraz ja będę miała zawał! Nie dziwię się tej kobiecie! Jak spotkam tego faceta to mu powiem co o nim myślę! Dziwkarz jeden! Lilka rzuca usprawiedliwiające spojrzenie do ojca Zosi. Lilka Ale… Co ty opowiadasz Wandziu?! Daje znaki Wandzie tak żeby Ojciec Zosi tego nie widział. Wanda Jaka Wandziu?! W życiu tak do mnie nie mówiłaś! LILKA Wanda! WANDA Ten tatuś kociątka, jest… jakimś takim...! Ty wiesz co on w domu tej biednej żonie i dziecku opowiada? Gdzie on chodzi?!!! Czego on nie robi! Wszędzie byłam, na ostatnim piętrze Pałacu Kultury, w Łazienkach, w ZOO, na Starym mieście… Nie dziwię się tej jego żonie, że ma zawał z |